Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mnie często bardzo razi używanie angielskich słów, gdy te mają doskonałe odpowiedniki w języku polskim. Dzisiaj postanowiłem napisać o słowie voucher.
Żeby wszystko było jasne podaje znaczenia rzeczownika voucher : bon, talon, kupon, dowód wpłaty, kwit.
Inspiracją do tego wpisu stał się konkurs Blog Roku, do którego nota bene zgłosiłem mój blog. Jedną z nagród jest właśnie voucher na biżuterię Apart. Voucher jednak jest wszechobecny. Postanowiłem skorzystać z wyszukiwarki Google, która często sprawdza się w roli słownika frekwencyjnego, bo to, co i jak mówimy odnajduje swoje odbicie w tym, co i jak piszemy w Internecie.
Słowo voucher cieszy się niezłą popularnością – ok. 443 tys. wystąpień (tylko, rzecz jasna, w języku polskim). Przejrzenie kilku wybranych wyników upewniło mnie w przekonaniu o tym, w jakim znaczeniu używane jest to słowo. Zastępuje ono, bardzo często, wyrazy: kupon, bon, talon, które nazywają po prostu substytuty gotówki. Używane jest więc w swoim podstawowym angielskim znaczeniu.
Dodatkowo, żeby wykazać nieuzasadnione stosowanie tego wyrazu w powyższym kontekście spójrzmy do słownika języka polskiego:
voucher [wym. wałczer] -ra, -rze, lm -ry, mrz «zaświadczenie kupowane przed wjazdem do niektórych krajów, uprawniające do pobytu tam przez określoną liczbę dni»
<ang., od vouch poręczać’> PWN wersja elektroniczna
Dodatkowe znaczenie znajdziemy w wydaniu papierowym z 2007 roku:
Czek podróżny, na podstawie którego zagraniczny turysta uzyskuje różne świadczenia. PWN.
Używanie słowa voucher w dwóch powyższych znaczeniach jeszcze rozumiem, ale mamy co najmniej trzy polskie synonimy dla znaczenia, w którym to voucher jest najczęściej używany!
Dlaczego więc tak chętnie sięga się do angielszczyzny? Z tego samego powodu, dla którego korzystano z zasobów łaciny i języka francuskiego. Voucher jest po prostu kuponem “na miarę naszych czasów” – tak jak każde inne zbędne zapożyczenie. Służy tylko robieniu wrażenia nowoczesności. Sklepy i wszelkie inne przedsiębiorstwa za pomocą języka angielskiego budują swój prestiż, profesjonalizm. W czasach słusznie minionych wszystko było na “kartki”, a teraz jest na “wałczery”…
Ale żeby być sprawiedliwym trzeba przyznać, że polskie odpowiedniki “wałczera” wcale nie umarły (wyniki w Google):
kupon – 2090000 wyświetleń
bon – 1220000 wyświetleń
talon – 278000 wyświetleń





{ 12 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }
Cóż, mnie również niesamowicie irytuje używanie angielskich wyrazów zamiast naszych polskich. A ciągle słyszę, że ktoś wszedł na kolejny level, poprawił skilla i obejrzał remake… Ludzie w ogóle tego nie zauważają i jest to całkowicie normalne. Pomijam już nawet przenoszenie angielskiego szyku zdania do naszej mowy…
Dodam inne tłumaczenia, coby było pełniej: dowód kasowy, asygnata, poświadczenie, poręczenie, odcinek, rewers, alegat :-) pozdrawiam
Dzięki! Teraz już chyba nie ma żadnych wątpliwości co do znaczenia voucher :)
Nie ocenialabym tego jako cos negatywnego. Zapozyczenia to dowod na kontakty jezyka z innymi jezykami. Moda na slowa tez nie jest niczym zlym, moda jak moda przemija, dlaczego nie nacieszyc sie zapozyczeniami chocby przez krotki czas. Purytanizm jezykowy w erze globalizacji ? Besides, talon, bon to zapozyczenia z jezyka francuskiego.
Oczywiście masz masz rację. Żeby było jasne – nie jestem jakimś radykalnym przeciwnikiem zapożyczeń, ale w tym przypadku, moim zdaniem, mamy zupełnie niepotrzebne zapożyczenie.
PS W dobie globalizacji liczy się także “glokalizacja” ;)
ja dodam jeszcze wałczer :)
no tak, jak moglem przeoczyć ;)
Wałczer to mieszkaniec Wałcza? };>
Poza wałczerem mamy też równie zbędnie (nad)używany lajałt i tim. W tych wypadkach również posiadamy szereg poprawnych określeń w języku polskim.
Całkowicie się z Wami zgadzam, że co za dużo zapożyczeń to nie zdrowo. A co powiecie na wszechobecne słowo ‘weekend’? Uważam, że w języku polskim nie ma wygodnego odpowiednika tego słowa.
Ni no, Aniu, nie mówimy tu o zapożyczeniach, które na dobre zadomowiły się w polszczyźnie i nie mają dobrych odpowiedników (np. weekend, komputer, notebook, pikup, fair itd.), to oczywista oczywistość.
Mnie osobiście drażni używanie np. następujących słów:
- “agenda” zamiast “program obrad, porządek obrad; rozpiska, terminarz, kalendarz”;
- “destynacja” zamiast “cel podróży, miejsce przeznaczenia”;
- “resort” zamiast “uzdrowisko, kurort”. Mnóstwo jest takiego językowego śmiecia, którego część z czasem przestanie nawet purystów razić i stanie się normą.
Pozdrawiam:)
Ja dziś usłyszałem kolejną “perełkę”, tym razem w radiowej reklamie pewniej książki. Dowiedziałem się, że ta książka ma “saspens” (suspense, chyba o to chodzi). Tak się zaczynam zastanawiać, kto pisze te teksty w reklamach, bo chyba nie radzi sobie z polskim…