Dwa dni temu oglądałem, jak codziennie, TVN24. W pewnym jednak momencie zgłupiałem – nie byłem pewien, czy oglądam polskojęzyczną stację czy angielskojęzyczną. Swoją niechęć do nadużywania języka angielskiego przez Polaków wyrażałem już kilka razy, ale najbardziej razi mnie popularyzowanie takich zachowań przez media. Tym razem zdążyłem i sfotografowałem mój telewizor, bo rzecz nie jest taka oczywista.
W programie redaktora Rymanowskiego poruszono temat zakupów, na które wybrał się Jarosław Kaczyński. Nie ma wątpliwości, że były to zakupy polityczne, ale czy naprawdę trzeba było dać nagłówek: “Political Shopping”? Czy “Polityczne zakupy” brzmią źle? Tam, gdzie można bez kłopotu posłużyć się terminem polskojęzycznym, będę zawsze przeciwny nadużywaniu angielszczyzny.W tej sytuacji jednak posłużenie się angielskim “political shopping” to nie tylko szpanowanie angielskim, budowanie wizerunku nowoczesności, dziennikarstwa na miarę CNN. Ja dostrzegam tu drugie dno.

W moim odczuciu redaktorzy TVN 24 w sposób implicytny nabijali się z Prezesa. Zamiast zwyczajnie zasygnalizować omawiany temat za pomocą języka angielskiego przekazali dużo więcej: pan Kaczyński wybrał się na zakupy, które były chwytem marketingowym na miarę tzw. Zachodu. Nagłówek ten może sugerować także, że chwyt ten był chwytem tanim (i nie chodzi o 55 zł, które wydał Prezes) – tak tanim, jak użycie języka angielskiego w tym nagłówku.
Nadinterpretuję? Może…
Pozdrawiam wszystkich klientów Biedronki!





{ 10 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }
Haha, całkowicie sie zgadzam z autorem, tylko jest jedno ale. Dlaczego krytykując angielskie wtrącenie, autor w tekście używa sformułowania w sposób “implicytny”
? Cóż to za słowo ? Czy to nie jest przypadkiem kalka angielskiego implicit ? Wydaje mi się, że autor strzelił sobie w stopę. :) Pozdro !!
Nigdzie sobie nie strzelam — a już na pewno nie w stopę ;) Wyraz implicytny funkcjonuje w języku polskim i nie jest kalką z angielskiego. Jeżeli już to jest to zapożyczenie z łaciny – implicitus.
Nadużywanie języka angielskiego niestety wiąże się z coraz gorszą znajomością polskiego. Zwłaszcza wśród dziennikarzy, którzy mówią i piszą coraz gorzej, biorąc jak najgorszy przykład z polityków. Tylko patrzeć, jak zejdą na poziom językowy Kononowicza.
A do prezesa się przyczepiono strasznie, czemu nie kupuje tam czy siam – a odpowiedź „czemu” jest zaskakując i inna niż się wszystkim wydaje. ;)
http://bit.ly/czemu-nie-w-biedronce
dobre, dobre ;)
prosze tego nie odbierac jako atak, ale słowo implicytny brzmi po prostu smiesznie, są takie słowa jak domniemany, czy sugerowac, ktore brzmia normalnie …ktos mówi, ze jest ukontentowany, czy to brzmi dobrze, moim zdaniem nie, bo jest slowo zadowolony, itd. jesli chodzi o lacine :) wątpie żeby autor użyl slowa implicytny dlatego, że pochodzi z laciny ;)
W ogóle z tych zakupów prezesa zrobił się “ogólnonarodowy cyrk” – anglojęzyczne określenie jak najbardziej do tego “cyrku” pasuje. Mam wrażenie, że to już nie pierwsza akcja pana Kaczyńskiego po której nie mówi się o tym co miało być głównym tematem, a o wykonaniu.
Słowo implicytny brzmi tu pompatycznie ze względu na kontrast potocznego stylu, który autor bloga używa. W jednym zdaniu pisze: “(…) w sposób implicytny nabijali się…” “implicytny i “nabijali się” bije po oczach straszliwie.
Przydałby się odcinek bloga na temat rejestru językowego ;-)
@Ja – nie łudziłbym się, by autor bloga nawiązał z Tobą jakąś konstruktywną polemikę dotyczącą jego błędu spójności językowej. Przyjmowanie uwag z pokorą nie leży w jego naturze, miałem wątpliwą przyjemność kiedyś się o tym przekonać ;)
Tespis dziwię się, że jeszcze chce Ci się tu zaglądać ;). A co do komentarza użytkownika Ja, to najzwyczajniej w świecie zapomniałem na niego odpisać, bo fakt — przesadziłem z tym implicytnym.
Uważam, że użycie słowa “implicytny” było redundantne. ;)