Według Global Language Monitor w języku angielskim jest ponad milion słów (milionowe słowo opisałem wcześniej). Taka liczba może przytłoczyć każdego zaczynającego naukę języka. Czy jednak koniecznie trzeba znać wszystkie wyrazy znajdujące się w słowniku? Oczywiście, że nie. Wróćmy więc do pytania postawionego w tytule: ile słów trzeba znać? Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale prosta.
Nie łatwo powiedzieć ile dokładnie słów wypada znać, bo tak naprawdę zależy to od tego, jak dobrze ktoś chce znać język. Przyjmijmy, że chcemy uchodzić za ludzi elokwentnych i biegle posługujących się angielszczyzną. Punktem odniesienia mogą być dane statystyczne, mówiące o tym, ile słów używają rodowici użytkownicy języka angielskiego.
Na początek warto przyjrzeć się jak bogatym słownictwem operowali mistrzowie słowa. Według literaturoznawców Shakespeare tworząc swoje dzieła wykorzystywał w nich 30,000 wyrazów, a jego cały “słownik” szacuje się na ok. 66,000 słów. Inny prominentny Anglik – Winston Churchill – uważany jest za elokwentnego mówcę, ponieważ obliczono, że wykorzystywał 40,000 – 60,000 różnych słów.
A co z przeciętnymi osobami anglojęzycznymi? Zasób słownictwa zależy od wieku, z którym w parze idzie wykształcenie i “oczytanie”. Trzeba też rozgraniczyć liczbę znanych słów od liczby słów używanych. Psycholingwista Stephen Pinker w książce “The Language Instinct” powołał się na badania, z których wynika, że przeciętny amerykański absolwent szkoły średniej zna ok. 45,000 słów, choć w zależności od metody liczenia ta liczba może wzrosnąć do 60,000 słów (włącznie z nazwami własnymi, skrótami, wyrazami obcymi). Jednak większość osób zna więcej słów niż używa w codziennym życiu. Szacuje się, że przeciętni ludzie używają 12,000 – 20,000 wyrazów. Według niektórych przedział ten wynosi 20,000 – 25,000 w przypadku osób z wyższym wykształceniem.
Na pocieszenie tych, którzy mieli brać się za wkuwanie słownika z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie ma to sensu… no chyba że to jakiś marny słownik kieszonkowy…
A wy na ile szacujecie swoje angielskie słownictwo? Czy ktoś wie, ile słów używa przeciętny Polak?





{ 29 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }
W sumie nigdy nie miałem potrzeby liczyć – rozumiem tekst pisany całej masy książek i stron internetowych, potrafię się dogadać po angielsku, piszę po angielsku i mnie rozumieją – toteż chyba źle nie jest :).
Da się mniej więcej policzyć. Można to sprawdzić na stronie: http://testyourvocab.com/
Zrobiłem sobie test 3 razy i każdym razem wynik w przedziale miałem od 7900 do 8100 więc to nie jest przypadkowe.
Ciekawa strona. Podoba mi się. Chwalcie się swoimi wynikami! :)
Ja w sumie ja wyżej… ale i tak maltretuję się “super memo advanced english”, chociaż często gęsto wątpię w sensowność przyswajania sobie różnych dziwnych wyrazów. Z drugiej strony najczęściej okazuje się, że wkrótce po zapoznaniu się z “dziwnym wyrazem” się mi on przydaje… więc trwam (;
Ha, ciężko się wycenić. Z jednej strony dość swobodnie rozumiem słownictwo naukowe z wielu dziedzin (potrzebne mi przy pisaniu newsów dla serwisu KopalniaWiedzy.pl), z drugiej strony czasem brakuje mi banalnych, codziennych słów, jakich uczą w szkole.
Z jednej strony swobodnie czytam większość powieści (choć zawsze trafi się jakieś słowo, czy zdanie), z drugiej jak czytam webkomiksy MS Paint Adventures, to się napocę, a niektórych słów nie ma w żadnym słowniku online.
Oj, dużo bym zapłacił, żeby się dowiedzieć, ile znam angielskich słów. ;)
Zawsze możesz otworzyć słownik i policzyć te słowa, które znasz ;)
Jak patrzę na swojego Webstera to od razu mi przechodzą takie “głupoty”. ;)
Może mówisz o tym brązowym, ważącym 5 kg? ;)
Tak, ten właśnie mam na myśli. :) O ile pamiętam, “książeczka” ta kryje w sobie 300 tys. słów. ;)
We wstępie piszą nawet o 450,000 słów ;)
Na pocieszenie tych, którzy mieli brać się za wkuwanie słownika z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie ma to sensu… no chyba że to jakiś marny słownik kieszonkowy…
Dlaczego?
To chyba Najfajniejsza i b. profesjonalna strona o nauce angielskiego.
Szczerze gratuluję!
A jeżeli chodzi o zasób słów, to czasem jest tak, że znamy wiele słów,
ale wiele przypadkowych, co czasem wcale nie pomaga w rozumieniu
i porozumiewaniu się. Jak dobrać te właściwe powiedzmy na początek
3000-5000 słów?
@Anonim A no dlatego, że w marnym słowniku jest marna liczba słów i są to jedynie słowa podstawowe.
@Anna Bardzo dziękuję! Jeżeli chodzi o dobór tych właściwych słów, to ciężko o jednoznaczną odpowiedź. Na pewno nie ma sensu uczyć się tych słów, których nie będzie się praktycznie używać. Na początku nie ma też sensu uczyć się czasowników i przymiotników, które mają bardzo wąskie znaczenie i odnoszą się do niewielkiej liczby obiektów.
Ja znalazłem w Internecie bardzo ciekawą stronę internetową na której jest 2.000 najczęściej używanych słów w języku angielskim. Zresztą powinniście się zainteresować np. słownikiem LONGMAN’a (jest to słownik frekwencyjny). A dzięki nauce słów z tej strony rozumiem 80% tekstu po angielski o tematyce ogólnej. Polecam tą stronę wszystkim!
ale jaka to strona?
Już drugi raz umieszczam linki w swoim komentarzu ale widze że cenzurują…
Najwyżej podajcie mi adresy swoich e-maili a Wam wyślę link. Albo do mnie piszcie:
lizard1982 [malpa] wp_pl
Jeden link w komentarzu wystarczy – więcej to komentarz leci do spamu i nie zawsze dam radę go wygrzebać.
Co to w ogole za artykul. Nie trzeba znac az tyle slow zeby prawie wszystko w tym jezyku zrozumiec co sie czyta albo zeby swobodnie z kims rozmawiac w tym jezyku na ogolne tematy. Wystarczy juz znac tylko od 2000 do 3000 slow. Oczywiscie nie sa to slowa przypadkowe, lecz najczesciej wystepujace w tym jezyku.
Pozwól, że odpowiem na twój komentarz fragmentem powyższego wpisu:
Nie łatwo powiedzieć ile dokładnie słów wypada znać, bo tak naprawdę zależy to od tego, jak dobrze ktoś chce znać język. Przyjmijmy, że chcemy uchodzić za ludzi elokwentnych i biegle posługujących się angielszczyzną.
A w przypadku 2000 słów o elokwencji nie ma mowy. Uwierz mi, że 2000 słów to nic. Oczywiście wystarczą, żeby powiedzieć: “I coming from Poland and I are lost in your city. Where is embassy my country?” ;) Ten wpis jednak dedykuję tym, którzy mierzą wyżej.
mrtom: Co ty za bzdury gadasz… I co to w ogóle za przyklad. Chyba jasne jest że oprócz nauki słownictwa trzeba się uczyć też gramatyki. Ktoś (twórca tej strony) po prostu wpadł na pomysł i opracował 2000 najczęściej używanych słów. Są to najczęściej występujące słowa w gazetach angielskojęzycznych. Dzięki znajomości tylko tych 2.000 słów jestem w stanie wyrazić każdą swoją wyśl w tym języku, lecz jestem tego świadom że z ubogim słownictwem, dlatego też wzbogacam swoje słownictwo dalej. A na początek chyba warto się tych 2000 słów naczyć, czyż nie? A z gramatyką nie mam problemów!
Spokojnie jaszczurko! Nie podchodź do sprawy tak emocjonalnie ;) podany przeze mnie przykład celowo jest przesadną karykaturą. Nie wątpię, że znając 2000 słów i gramatykę można sobie pogadać, ale odczytuj tytuł tego wpisu następująco: “Ile słów musisz znać (żeby biegle rozmawiać po angielsku)”. Stąd podaję ile słów używa przeciętny Anglik.
http://www.isel.edu.pl/slowniki/index.php
Bardzo ciekawa stronka z tymi 2000 słowami po angielsku… Na pcozątek warto się ich nauczyć :) Właśnie postanowiłem sobie, że będę co dziennie się uczył (tylko) 10 słówek angielskich tylko na początku muszę usunąć te co znam i ułożyć w innej kolejności aby nie było alfabetycznie :) Kiedyś próbowałem uczyć się z słowniku to po 100 słówkach mnie to znudziło. Beznadziejnie się uczy jak wszystko jest ułożone… Lepiej jak są rozstawione chaotycznie. A co do mojej znajomości słówek to taka stronka wykazała że znam 2500-3000… Słabo i wiem o tym dlatego chcem to zmienić. Co prawda rozumiem teksty różne ale mam problem z powiedzeniem czegoś… No cóż mam nadzieję że mi się uda wytrwać :D Mam jescze 3 lata prawie do matury ^.^
Nie ucz się tak, a już w ogóle nauka ze słownika to poroniony pomysł. Ucząc się tak jak piszesz że będziesz przyniesie bardzo małe efekty i tylko rzucisz taką naukę po czasie w cholerę, bo zauważysz że nic nie pamiętasz po czasie. Zainteresuj się programem do nauki słówek jak ANKI. Radzę ściągnąć te ANKI i do niego dodać te 2.000 słów, ale te co już pamiętasz to nie usuwaj z bazy. Program zapamiętuje te które już znasz i żadziej je przypomina, ale co jakiś czas znowu zapyta się o te słówka – a to ważne, bo po długim czasie znowu utrwalisz sobie te słówka. Nigdy nie usuwaj starych słów a po prostu z czasem ciągle dodawaj nowe na które napotkasz i uznasz że warto je zapamiętać. Co do gramatyki (bo piszesz że masz problem ze złożeniem zdań) to w necie jest pełno darmowych super kursów. Ja nigdy nie miałem w żadnej szkole języka angielskiego, ani nie chodziłem do żadnej szkoły językowej a mój poziom języka angielskiego to B2 ;P Uczyłem się tylko z tego co znalazłem w Internecie…
O :) Mój brat kiedyś miał podobny programik do nauki… Tylko jeden problem to dodawanie słówek :D Czasami sie nie chce ^.- Ale co dzień będę dodawał po parę słówek i jakoś będzie. Dzięki za pomoc.
Nauka języka to nie tylko znajomość słówek czy gramatyki. Jako osoba która kilka lat mieszkała w innym kraju (nie angielsko języcznym, ale musiałem chodzić do lokalnej szkoły) , z własnego doświadczenia wiem, że dużo zależy od wyćwiczenia umiejętności wyrażenia tego co chcemy powiedzieć. Około 5 tys “zwykłych” słówek to w zasadzie max co musicie znać, żeby być uważanym za “dobrze mówiącego” + oczywiście akcent. Przez zwykłe słówka mam na myśli słowa używane od wieków w codziennym życiu. Po za tymi słówkami i tak znacie (w zależności od wykształcenia) do kilku tysięcy słówek które wywodzą się z łaciny, angielskiego czy niemieckiego i są takie same lub podobne w większości europejskich języków. Do tego nazwy własne itd. Jeśli nawet nie będziecie znali wszystkich słówek to i tak najczęściej z budowy zdania domyślicie się co ono oznacza. Wiadomo też że inżynier będzie znał inne słownictwo niż prawnik. Z drugiej strony większość anglików nie lubi czytać Shekspira, bo jest dla nich za trudny – innymi słowy, większość waszych rozmówców oczekuje od nas, że przekażemy im to co chcemy powiedzieć w sposób jasny i zrozumiały.
Osobiście polecam naukę angielskiego z literatury angielskiej, lekkiej ale pisanej ładną angielszczyzną (czyli np Agathy Christie a nie Dana Browna) – oczywiście trzeba już troszkę znać angielski. Do tego popieram używanie ww. programików do nauki słówek. Pomocny jest też tłumacz googla, który poza tłumaczeniem przeczyta nam też w miarę poprawnie nowo poznany wyraz.
Dzięki takiemu systemowi nauki poznamy nie tylko słowo, ale też sposób jego zastosowania, a co za tym idzie, łatwiej będzie nam je później użyć.
Z testu, którego link jest podany wyżej (www.testyourvocab.com) wyszło mi, że znam 18200 słów. Jaki to poziom? intermediate, pre-intermediate, czy może upper-intermediate? Tak, w ogóle, myślę, że dla mnie to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę czas, od jakiego zacząłem się uczyć. Ciekawe, ile by wyszło Churchillowi?
z tego co wiem to 18 000 slow to wynik pomiedzy intermediate a upper-intermediate.