Rzeczą, która stanowi jeden z największych problemów dla osób zaczynających przygodę z językiem angielskim jest pisownia. Co więcej angielski w USA i Wielkiej Brytanii rządzą się odmiennymi zasadami pisowni. Jak i dlaczego one powstały? Na to postaram się odpowiedzieć w dzisiejszym wpisie.
Na przełomie wieków XVIII i XIX, a więc kiedy Stany Zjednoczone formowały się jako odrębne i niepodległe państwo, działał w Ameryce Noah Webster, przez wielu uznawany za wybitnego językoznawcę. Webster w 1828 roku opublikował słownik języka amerykańskiego. To jemu zawdzięczamy wiele zmian w zasadach pisowni amerykańskiej. Spowodowane były one nie tylko chęcią uproszczenia “pogmatwanej” pisowni angielskiej, ale także chęcią odcięcia się od purytańskiej macierzy. Różnice w języku miały podkreślać odmienność narodu Nowego Świata.
Jedną ze zmian było wyrzucenie u ze słów, kończących się w owych czasach grupą -our, np. behaviour, labour, colour, harbour, flavour, favour, itd. W rezultacie forma -or jest bardziej znana Anglikom, aniżeli -our jest znane Amerykanom. Anglicy, choć mogą nie być tego teraz świadomi, sami zrezygnowali kiedyś z u w wielu wyrazach pisanych przez -our, np. author, doctor, error i inne.
Webster jest również odpowiedzialny za pisanie -er zamiast -re w zakończeniach wielu wyrazów, np. centre, litre, metre, theatre. Ostatni przykład wydaje się jednak częściej występować w USA w formie theatre, ponieważ przez wielu uznawany jest za elegancki (bo brytyjski), przeciwnicy zaś uznają tę pisownię za zbyt pretensjonalną.
Amerykańska praktyka stosowania -se w takich wyrazach jak defense, offense, pretense zamist brytyjskiego -ce także wynika z zabiegów Webstera (mimo wszystko nie zaproponował pisania słowa fence w formie fense).
Ponadto Webster zaproponował usunięcie ostatniego k w takich wyrazach jak almanack, musick, physick, publick i traffick. Zmiany te również zaadaptowano do brytyjskiego angielskiego, ale nie dlatego, że tak chciał Webster…
Websterowi także przypisuje się rezygnację z podwajania ostatniej spółgłoski przy dodawaniu sufiksu do wyrazów nieakcenotwanych na ostatnią sylabę (choć to nie Webster postulował to jako pierwszy), np. gro’vel, groveled, groveling, ale już prope’l, propelled, propelling. We wspólczesnym angielskim (brytyjskim) zazwyczaj podwaja się l przed sufiksem bez względu na położenie akcentu, np. grovelled, groveller.
Brytyjska pisownia ae lub oe jest dziwna dla Amerykanów w wyrazach anaemic, paediatrician, homoeopathy, manoeuvre, ale już wyrazy encyclopaedia, aesthetic, archaeology są dość popularne w amerykańskim wariancie angielskiego.
Co więcej w brytyjskim angielskim preferuje się sufiks -ise w czasownikach, w których Amerykanie stosują -ize (np. baptize, organize). Niemniej pewne wydawnictwa obstają za formą pisaną przez z, uzasadniając to argumentami etymologicznymi i fonetycznymi.
Reforma pisowni jest kwestią podnoszoną po obu stronach Atlantyku. Na poczatku XX w. finansista Carnegie i prezydent Roosevelt obstawali za uproszczeniem catalogue do catalog, clasped do claspt, gauge do gage, programme do program, thorough do thoro. Niektóre z tych zmian przyjęły się, a inne nie zostały zaakceptowane.





{ 6 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }
“encyklopaedia” No chyba przez “k” się tego nie pisze nawet w wersji amerykańskiej???
Mój błąd, literówka, już poprawiam. Dzięki za zwrócenie uwagi.
Niezwykle interesujący artykuł – na niezwykle interesujący mnie ostatnio temat. Z tym większym żalem konstatuję fakt, że Autor – opisując, w fascynujący rzeczywiście sposób, meandry języka angielskiego – nie opanował podstawowych zasad polszczyzny, w wyniku czego raczy czytelnika zdaniem w rodzaju: “uznają tą pisownię za zbyt pretensjonalną”. Otóż zaimek “ta” posiada w bierniku formę “tę”, a nie “tą”… Jest to jeden z najbardziej denerwujących mnie – masowo popełnianych – ordynarnych błędów językowych. Dlaczego sobie pozwoliłem o tym napisać? Dlatego, że zbyt duże wrażenie zrobił na mnie ten blog (na który trafiłem właśnie w poszukiwaniu informacji na temat różnic pomiędzy angielszczyzną brytyjską a amerykańską) i chciałbym, aby był całkowicie bez zarzutu, aby jego forma świadczyła o kompetencji Autora w sprawach nie tylko języka angielskiego, ale i języka, w którym ową angielszczyznę opisuje. Rezygnacja – z tak smakowicie się zapowiadającej – lektury przyszłaby mi z ciężkim sercem:(.
szanowny stszb jak widzę należy do grona Don Kichot’ów walczących z wiatrakami. Pewnych zmian w języku nie da się zatrzymać, a ja tam nie wiem, co ordynarnego jest w słowie “tą”. Zapewne puryści językowi też niemal doprowadzeni byli do stanu apopleksji widząc, jak zanika liczba podwójna. Nie zmienia to faktu, że proces ten się dokonał i dzisiejsi puryści nie widzą już nic złego w mówieniu “dwa rowery”, choć ciągle mamy formę “dwieście”.
Tym samym pozdrawiam autora artykułu, niech forma nie przerośnie treści ;-)
“szanowny stszb jak widzę należy do grona Don Kichot’ów walczących z wiatrakami”
Szanowny stszb należy przede wszystkim do grona kotłów przyganiających garnkom. W swojej krótkiej notce popełnił więcej błędów niż autor bloga w swoim długim wpisie. ;)
fajny arykuł ;)
ale mam pytanie
w szkołach uczymy sie brytyjskiej wersji czy raczej amerykanskiej ?