Każdy, kto uczy się języka angielskiego prędzej czy później zapoznaje się z aspektem dokonanym czasów przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Mowa oczywiście o tzw. perfect tenses. Nie mam zamiaru jednak opisywać zasad stosowania “perfectu”, skupię się jedynie na czasowniku posiłkowym w czasie Present Perfect.
Jak wiadomo w czasie Present Perfect używa się czasownika have w funkcji posiłkowej i tak I have seen him znaczy “widziałem go”, a np. I have written a book znaczy, że “napisałem książkę”. Kiedyś jednak nie musiało tak być…
W początkowym stadium powstawania czasu przeszłego dokonanego czasownik have mógł być zastąpiony czasownikiem posiłkowym be. Przy czym wybór pomiędzy have i be zależał głównie (chociaż nie jedynie) od przechodniości lub nieprzechodniości czasownika (o czasownikach przechodnich i nieprzechodnich pisałem wcześniej).
Oto ślady pozostawione w literaturze przez konstrukcję z be:
Madam, the Lady Valeria is come to visit you.
The Tragedy of Coriolanus – William Shakespeare
Vext the dim sea: I am become a name
Ulysses – Alfred, Lord Tennyson
Pillars are fallen at thy feet, Fanes quiver in the air, A prostrate city is thy seat, And thou alone art there.
Marius amid the Ruins of Carthage – Lydia Maria Child
I am come in sorrow.
Lord Jim – Joseph Conrad
Stopniowo have usunęło swego konkurenta be w formie czasu przeszłego złożonego i konstrukcje, jak he is gone lub he is come są dziś jedynymi pozostałościami starego czasu przeszłego złożonego z be.





{ 10 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }
Interesujące, ale np. w niemieckim się to zachowało:) bo czas przeszły tworzą z “haben” i “sein”. Różnica jest tylko taka, że jedne czasowniki występują tylko z “sein”, natomiast inne tylko z “haben”.
@Tomasz a od czego to zależy?
“Sein” łączy się z czasownikami związanymi ze ruchem, przemieszczaniem się itd.
taaak, własnie niemiecki zachował te dychotomię – sein i haben w aspekcie perfect, szczęściarze! ;)
u nich sein pojawia się z czasownikami oznaczającymi ruch, przemieszczanie sie oraz zmiane stanu np sterben = ist gestorben (to die, o ile dobrze pamietam) passieren = ist passiert (to happen)
Dziękuję Ci za ten post! Uwielbiam tego typu informacje – a ostatnio właśnie się nad tym zastanawiałem, czemu w angielskim wszędzie jest have, a nie jak w niemieckim czy we francuskim (czy też w polskim (sic!) ) może być posiłkowym czasownikiem “być”.
We francuskim mamy listę czasowników związanych z ruchem (ale nie tylko – bo np. urodzić się i umrzeć też zaliczamy do tej grupy) + czasowniki zwrotne, które odmieniamy z “etre”. Ale można to w pewnym stopniu przełożyć na polski! Może te zdania nie mają zbytnio sensu, na pewno części z nich nie można w polszczyźnie tego tak użyć, ale można wyczuć i dla Polaka taką różnicę budując tego typu zdania – ja jestem umyty (czasownik zwrotny – umyć się) jestem urodzony, jestem “poszedłszy”, jestem przewrócony, -wiem, że można powiedzieć, że to po prostu strona bierna, ale- mam już napisane wypracowanie, mam obrane ziemniaki, mam posprzątane mieszkanie.
Jeśli ja gdzieś idę (czyli przesuwam siebie samego), rodzę się, umiem czy też robię coś sobie (czasowniki zwrotne) – to wtedy posiłkowym będzie być.
To są takie moje dywagacje – ale czy wiesz jak było w angielskim? Przypuszczam, że miało to podobna zasadę – czy można gdzieś więcej o tym poczytać?
Nie wiem, czy do końca podążam za Twoim strumieniem świadomości ;) ale myślę, że mieszasz w to zagadnienie tzw. użycie kauzatywne have. Jeżeli interesuje Cie to zagadnienie z perspektywy historycznej, to polecam jakąś gramatykę historyczną (poszukaj w angielskich księgarniach akademickich).
Wiedziałem, że to napiszesz! ;) I have my homework done – to to znaczyłoby, że ktoś robi za mnie zadania domowe (raz że ktoś,a dwa – że ciągle je robi – nie ma tu aspektu dokonanego, przeszłości). natomiast jeśli ja po polsku powiem – mam zrobione już zadanie domowe – to jest to odpowiednik zdania – I’ve done my homework. Nikt nie pomyśli sobie – acha, ktoś za Ciebie robi codziennie zadania domowe, tylko że ty je już zrobiłeś (czyność dokonana)
No, to jest jasne. Tylko, że polska konstrukcja typu “Mam zrobione zadanie domowe” jest tak naprawdę dwuznaczna: 1) sam zrobiłem; 2) ktoś za mnie zrobił.
Ja tylko pokazuję, że da się (przynajmniej odnosząc polski do francuskiego i włoskiego – bo niemieckiego póki co na tyle nie znam, a w angielskim nie wiem jak to ongiś było) poczuć kiedy ma być “być” a kiedy “mieć”. Nie twierdzę, że czasy tego typu w polskim występują. Je suis alle’ – poszedłem czyli – jestem poszedłszy (bo logika językowa nam nie pozwala pozwala pomyśleć mam poszedłszy – choć język nam obu wersji zakazuje), Je suis ne’ -urodziłem się, czyli jestem urodzony (a nie mam urodzone), Je suis me regarde’ dans la glace – przeglądałem się w lustrze czyli jestem przeglądnięty w lustrze (ale nie mam przeglądnięte w lustrze) natomiast – j’ai fait -zrobiłem, czyli mam zrobione ( a nielogiczne po prostu byłoby – jestem zrobiony). Po polsku można językowo wyczuć różnicę kiedy używać mieć, a kiedy być – bo teoretycznie podświadomie takie konstrukcje gramatyczne w nas tkwią.
Jak to dokładnie było kiedyś, poza tym że zależało głownie od tego, czy czasownik jest przechodni czy nie, to Ci nie powiem.. Ale obstawiałbym, że podobnie do francuskiego (którego je ne comprends pas).