Dokładnie tak – … i swój język mają. Jakiś czas temu pytałem kto reguluje język angielski? Odpowiedź przyszła kilka dni temu. W obronie brytyjskiej odmiany angielszczyzny stanął Daily Mail (taki wyspiarski Fakt), a dokładnie jeden z dziennikarzy tego tabloidu.
Methew Engel w artykule pt.: “Britain declares war on words that snuck into our skedule…” w imieniu Wielkiej Brytanii wypowiada wojnę Stanom Zjednoczonym. Jest to wojna na słowa, a w zasadzie o słowa… Autor, będący głosem ludu, narzeka na peryferialną rangę British English w stosunku do American English. Engel napisał o tym, co już od dawna boli wielu Anglików – o amerykanizacji brytyjskiego angielskiego.
Autorowi nie podoba się fakt, że na Wyspy przedostaje się tak wiele słów z Ameryki Północnej. Amerykanie “dają” Brytyjczykom liczne słowa i zwroty, a sami nic od nich nie “biorą”. Taki altruizm spotkał się także z silną krytyką wśród czytelników. Pod wodzą dziennikarza Daily Mail tworzą oni tzw. “hate-list” (to, czy myślnik pojawił się słusznie w tej nazwie oddaje pod rozwagę pana redaktora).
Oto niektóre z przykładów umieszczonych na “liście nienawiści”:
1. Can I get a coffee? Wygląda na to, że herbaciarzom nie podoba się rosnąca popularność kawy i to do tego gatunki przereklamowane i o zawyżonej cenie.
2. I’m good. Brytyjczyk powinien przecież odpowiedzieć “I’m very well. Thank you” (zob. więcej odpowiedzi na how are you). Jeszcze bardziej naganna jest odpowiedź “I’m good”, gdy dziękujemy za dokładkę. Klasycznie mówi się “No, thanks“.
3. Snuck. Forma przeszła czasownika ‘sneak‘ (przemykać). Dla Brytyjczyka jest to przecież czasownik regularny.
4. Dove. Forma przeszła czasownika ‘dive’ (nurkować). Na wyspach to również czasownik regularny.
5. Driver’s license. Nie od dziś wiadomo, że angielski kierowca posiada “driving licence“.
6. Overly. Amerykanie podarowali Brytyjczykom ten przysłówek, aby chyba był bardziej wyrazisty od “over“, co jest jednocześnie przysłówkiem i przyimkiem.
7. Autopsy. W Wielkiej Brytanii powinno się przeprowadzać “post-mortem“.
8. Burglarized. A przecież angielskim dom może być ewentualnie “burgled” (okradziony).
9. Filling out forms. W Anglii o wypełnienie dokumentu powinno się prosić używając czasownika “fill in“.
10. Fries. A przecież ryba najlepiej smakuje z “chips”… i oczywiście octem i brązowym sosem (więcej o frytkach).
11. Chips. Tak coraz częściej mówi się na “crisps” (czipsy). Ryba z takimi “chips” może już nie smakować najlepiej…
12. Food to go. A najlepszą rybę z frytkami serwują w “take away” (lokal z jedzeniem na wynos).
13. Period. Na końcu zdania orzekającego stawia się “full stop”. Koniec i kropka.
14. Hi, guys. Tak się Anglicy coraz częściej witają ze swoimi “mates“. Nie dość, że to amerykanizm, to jeszcze do tego kojarzony (wraz z przykładem 13) z Tonym Blairem, a przy tym nazwisku irytacja sięga zenitu.
15. skɛdʒul. Chodzi o zawarte w tytule artykułu słowo “schedule”. Ameykańska wymowa “ch” jako “k” coraz częsciej (nawet w BBC) zastępuje “sz” – ʃɛdʒul.
16. Airplane. Brytyjczycy powinni latać na pokładzie “aeroplane“.
17. Pharmacist. Apteka w angielskim mieście powinna się nazywać “chemist“.
18. Advisory. Na Wyspach ostrzega się słowem “warning”.
19. Gotten. Poza Szkotami i Sir Walterem Scottem zawsze mówiło się “got” (imiesłów).
20. Loss. Na wyspach, gdy jakaś drużyna sportowa ponosi porażkę, to jest nią przecież “defeat”.
W artykule mowa jest jeszcze o kilku innych amerykanizmach. Choć ton tego wpisu może być uznany za ironiczny, to wcale nie znaczy, że jestem pro-amerykański i opowiadam się za amerykanizacją brytyjskiej mowy.
Drodzy czytelnicy, jeśli mieszkacie w UK lub USA to jakie zapożyczenia z American i British English irytują Was lub Waszych znajomych? A jakie zapożyczenia angielskie w języku polskim najbardziej Was drażnią?





{ 7 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }
Mnie amerykanizmy nie denerwują, ponieważ gdyby mnie denerwowały zapożyczenia to jak w ogóle mógłbym mówić po polsku? Przecież ogromna część naszego języka to zapożyczenia z łaciny, następnie był język francuski, a teraz jest angielski i mogę się założyć, że nie on ostatni… już w ogóle nie mówię nic słownictwie naukowym, którego bez zapożyczeń z języka angielskiego w ogóle nie ma…
A jeżeli chodzi o amerykańską i brytyjską odmianę angielskiego, to ja na złość tym d*pkom z Ameryki uczę się i staram się mówić z brytyjskim akcentem :D
Mnie w języku polskim, jeżeli chodzi o zapożyczenia z angielskiego, wkurza słowo “crazy”. Wieśniackie jakieś.
BTW Ponawiam moją prośbę o artykule “may, “can”, oraz “might”
A propos tytułu tego odcinka, to może wielu zaskoczy: http://pl.wikiquote.org/wiki/A_niechaj_narodowie_w%C5%BCdy_postronni_znaj%C4%85
@Piotr z tym słownictwem naukowym to zgodzę się tylko do pewnego stopnia.
@Fenek niedługo pojawi się coś nt. tych czasowników.
@J czasami lepiej, żeby niektóre aluzje intertekstualne pozostały implicytne ;)
en_US lepszy. łatwiej zrozumieć native speakerów.
@Kwpolska
Mam na ten temat całkiem inne zdanie. Jak słyszę jakiegoś Amerykanina, to strasznie ciężko mi się zorientować gdzie się kończy jedno słowo i zaczyna drugie, innymi słowy – wydaje mi się, jakby ten Amerykanin mówił jeden bardzo, bardzo długi wyraz :) W brytyjskim tego nie ma, Anglicy zdają się mówić o wiele wyraźniej. Swoje zdanie opieram co prawda tylko na oglądaniu BBC i CNN w telewizji i słuchaniu BBC World Service czy innych nagrań. Może to kwestia tego, że w szkole uczą brytyjskiego angielskiego?
Swoją drogą – cały czas porównuje się BrE i AmE, zapominając na przykład o angielskim kanadyjskim czy australijskim… A szkoda, bo pewnie też mają coś, czego w innych odmianach nie ma.
Dzięki za Twoją opinię! Mam właśnie zamiar niedługo napisać co nieco o australijskiej odmianie angielszczyzny.