Kategoria: Językoznawstwo | Tagi:

Angliku, mów po polsku!

22-02-2010 · 17 komentarzy

Naukowcy przeprowadzili badanie psycholingwistyczne, z którego wynika, że osobie uczącej się języka obcego łatwiej jest go przyswoić, gdy “podawany” jest z ojczystym akcentem słuchacza.


Wynik tego eksperymentu nie jest według mnie czymś sensacyjnym i zaskakującym. Oczywiste jest to, że łatwiej zrozumieć; wyodrębnić poszczególne słowa, gdy mówiący posługuje się akcentem słuchającego. Aparat słuchowy przyzwyczajony jest do akcentu języka ojczystego i nabycie umiejętności pełnego rozumienia obcego akcentu jest czasochłonne.

Co więcej z opisu badania można wyciągnąć wniosek, że szkoły językowe dla dorosłych powinny zrezygnować z “native speakers” na rzecz rodzimych lektorów. Takie posunięcie będzie przecież najbardziej korzystne dla uczniów (sic!).

Zgadzam się, na podstawie własnego doświadczenia, z tym, że łatwiej nauczyć się języka obcego, gdy nauczyciel jest rodakiem ucznia. Nie mniej nie uważam tego za najbardziej wydajną metodę, bo jak można mówić o znajomości języka nie mając pojęcia o jego oryginalnym akcencie?

Osobom uczącym się w Polsce angielskiego nie jest obce posiadanie nauczyciela, który nie jest Anglikiem. Rzeczywiście po latach edukacji w szkole można poznać gramatykę, słownictwo, a nawet nabyć swobodę w wypowiadaniu się, ale przy konfrontacji z rodowitym użytkownikiem języka angielskiego może się okazać, że wszystko to na nic, bo nie mamy zielonego pojęcia o czym on do nas mówi.

A jaka jest Wasza opinia na ten temat? Czy lepszym rozwiązaniem jest nauczyciel Polak czy Anglik (Amerykanin, itp.)?

Szczegółowy opis badania znajduje się tutaj.

Koniecznie przeczytaj:

{ 17 komentarzy… przeczytaj poniżej lub zostaw własny }

akemi Luty 22, 2010 o 11:27

Wydawałoby się, ze lepsi są nauczyciele – obcokrajowcy. Ale ta “lepszość” dotyczy chyba bardziej dzieci, niż dorosłych. Mam koleżankę, która nauczyła się poprawnie mówić po angielsku, ale dopiero gdy zamieszkała w USA, jako dorosła osoba – mam na myśli gramatyczną poprawność, ale za grosz nie łapie i nie złapie już akcentu. Taka jej uroda, po prostu. Miała zawsze ten problem, z rosyjskim w szkole również, a przecież to pokrewny polskiemu, słowiański język. Jak ktoś ma dryg, to wyłapie tę melodię dźwięków i właściwy akcent, jak nie – to nawet całe tabuny lektorów obcokrajowców nie pomogą.
Pozdrawiam. Blog – nieodmiennie – świetny:-))

Odpowiedz

Piotr Luty 22, 2010 o 14:58

Ja nauczyłem się języka tylko i wyłącznie dzięki native speakerom (Anglikom, Amerykanom i Kanadyjczykom), którzy mnie uczyli mówić.
Uważam, że uczenie się języka obcego z polskim nauczycielem to strata czasu.

Odpowiedz

Magda Luty 22, 2010 o 21:00

Ja uważam, że najlepiej podczas rozpoczynania nauki języka korzystać z “usług” i native speakera i nauczyciela Polaka. W ten sposób nabędziemy podstawy łatwiej zrozumiane przez nas dzięki “polskiemu” akcentowi, i jednocześnie będziemy się osłuchiwać z akcentem oryginalnym. I zauważyłam, że wiele szkół tę praktykę stosuje. W późniejszym czasie, gdy podstawy już będą, można zrezygnować z Polaka na rzecz tylko native speakera.

Odpowiedz

VolvoPL Luty 22, 2010 o 22:12

90% tak zwanych native speakerow to ludzie przypadkowi, nieprzeszkoleni, niemajacy pojecia o nauce jezyka angielskiego. Z nimi mozna pocwiczyc zwyczajowa konwersacje po godzinach, ale w zadnym razie nie nalezy polegac na nich jako na bazie do nauki. Tylko i wylacznie lektor polski odpowiednio do tego celu przeszkolony bedzie w stanie zrozumiec, z czym Polacy maja problemy, na co zwracac szczegolna uwage a co mozna po prostu ominac, bo jest np. analogiczne jak w jezyku ojczystym. Osobiscie znam pare osob, ktore sa Polakami, a mowia po angielsku lepiej od przecietnego native speakera wiec powtarzam jeszcze raz: nauka – polski lektor!

Odpowiedz

Lily Luty 22, 2010 o 22:52

Popieram VolvoPL. Większość native speakerów uczących w polskich szkołach językowych NIE JEST NAUCZYCIELAMI. Na takiej samej zasadzie polska sprzątaczka mogłaby zostać nauczycielką polskiego w Anglii. Co z tego, że mówi płynnie po polsku, jeśli nie wie, jak to wytłumaczyć i jak tego nauczyć? Wiedzę trzeba nie tylko mieć, ale tez trzeba umieć ją “sprzedać”. Nie wspomnę już o tym, że przecież tak jak wielu Polaków ma problem z polską ortografią, tak i Anglicy mają swoje problemy językowe. Bycie native speakerem nie może być wystarczającym kryterium, by kogoś nauczać.Nie oszukujmy się też, że mieszkając w Polsce i ucząc się z native speakerem w jakimś ośrodku nauczania zniknie problem, o którym w artykule wspomina autor:
(…)można poznać gramatykę, słownictwo, a nawet nabyć swobodę w wypowiadaniu się, ale przy konfrontacji z rodowitym użytkownikiem języka angielskiego może się okazać, że wszystko to na nic (…)
Przecież język angielski to nie jest jeden język. Istnieje wiele odmian narodowych i wiele wariantów w ramach tych odmian. Mając za native speakera Amerykanina, tak czy siak będziemy mieli problem jadąc do Wielkiej Brytanii. Mając za nauczyciela Londyńczyka, problem będziemy mieli jadać do Walii, Irlandii, Szkocji. Możecie się o tym przekonać tutaj, nie wychodząc z domu:
http://www.bl.uk/learning/langlit/sounds/
Podsumowując: jeśli nie ma się szans na dłuższy wyjazd za granicę, nie oszukujmy się, że nauka z native speakerem w szkole językowej da nam jakąś przewagę. Często jest wręcz przeciwnie.

Odpowiedz

helen Luty 23, 2010 o 01:37

Uczenie się od native speakera może i jest trudniejsze – na początku. Ale native speaker *da* nam przewagę! Może i nie zastąpi nauczyciela rodaka (kwestia, czy native speakerzy uczący angielskiego w Polsce są odpowiednio przeszkoleni, to zupełnie inna historia), ale rodak nie da nam tego, co może dać nam native speaker. Nie chodzi o to, żeby mówić np. londyńskim akcentem – łapanie akcentu zależy w dużej mierze od indywidualnej wrażliwości na melodię języka. To jak ze słuchem muzycznym – jedni go mają, inni nie. Ale ważne jest, by się nauczyć rozumieć native speakerów.
Od półtora roku studiuję za granicą – po angielsku, ale w kraju, w którym angielski nie jest językiem narodowym. Moi wykładowcy oraz znajomi są z całego świata – wielu z nich jest native speakerami, pochodzącymi z różnych krajów (US, Kanada, UK, Irlandia, Australia, Nowa Zelandia, Indie, Singapur, różne anglojęzyczne kraje Afryki). Ponieważ wszyscy moi nauczyciele byli moimi rodakami, przez pierwsze pół roku miałam naprawdę duży problem z rozumieniem właśnie native speakerów – mimo tego, że oglądałam wcześniej np. filmy po angielsku, więc wydawałoby się, że ten prawdziwy język nie był mi zupełnie obcy. Moje problemy zaczęły mijać, gdy się zaczęłam przyzwyczajać – nikt mnie nie potrzebował uczyć, wystarczyło, że ze mną rozmawiali…

Podsumowując, mając nauczyciela Anglika, będzie nam trudno w USA czy w Irlandii (ale nie tak trudno, żeby się w ogóle nie dogadać, o ile rozmówca nie będzie mówił jakimś szczególnym slangiem!). Mając tylko nauczyciela Polaka – będzie nam trudno wszędzie.

Odpowiedz

Lily Luty 23, 2010 o 10:26

Oczywiście, helen też ma w swojej wypowiedzi rację. Moim zdaniem pozostaje jednak ciągle kwestia zagospodarowania czasu podczas nauki; proporcji, jakie należy zachować pomiędzy nauką słownictwa, gramatyki i wymowy. Dla osób uczących się angielskiego na poziomach do B2- w moim odczuciu- więcej pożytku jest ze skupienia na takich “tardycyjnych i nudnych” formach nauki. Potem można myśleć o tym, co napisał też VolvoPL- “Z nimi mozna pocwiczyc zwyczajowa konwersacje po godzinach, ale w zadnym razie nie nalezy polegac na nich jako na bazie do nauki”. W przypadku helen, która przebywa za granicą i intensywnie styka się z tym językiem, nauka przebiega inaczej niż w przypadku osoby, która z angielskim obcuje 2 razy w tygodniu po godzinę. Spędzenie jednej z tych godzin na rozmowach z native’m- jak to się odbywa w szkołach językowych- w praktyce spowalnia proces nauki. Tki “luksus” można sobie zafundować, gdy nad angielskim spędza się dużo czasu. Nauka w klasie jest zupełnie czym innym od nauki “w terenie”.
Nie zgodziłabym się też z twierdzeniem, że nauczyciel Polak utrudna wszystko. To krzywdząca opinia ktora sugeruje, że Polscy nauczyciele są… no właśnie, po co?

Odpowiedz

Lily Luty 23, 2010 o 10:49

O, jeszcze jedno zdanie (przepraszam za ilość tekstu;)
helen pisze: “Moje problemy zaczęły mijać, gdy się zaczęłam przyzwyczajać”
Właśnie mając zajęcia z native speakerem raz w tygodniu nie zdążysz się przyzwyczaić, bo częstotliwość jest zbyt niska. Nauczyć wiele nowego też się nie zdążysz ;)

Odpowiedz

mrtom Luty 24, 2010 o 10:29

Dziękuję wszystkim za zabranie głosu i wymianę Waszych doświadczeń. Myślę, że w przypadku, gdy ktoś uczy się języka angielskiego w Polsce optymalnym rozwiązaniem jest korzystanie jednocześnie z nauczyciela Polaka i native speakera. Ten drugi niekoniecznie może nas nauczyć gramatyki. Bez względu na to czy ma kwalifikacje do nauki języka, to problemem dla początkujących uczniów może być po prostu bariera językowa.
Lily dzięki za ciekawy link!

Odpowiedz

Lily Luty 24, 2010 o 20:17

Nie ma za co :-) Fonologia jęz. angielskiego to moja pasja i mam nadzieję, że będę mogła czasami coś ciekawego zaprezentować w postaci choćby linka ;-)
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny w pisaniu :)

Odpowiedz

mrtom Luty 24, 2010 o 21:14

Mnie nigdy nie interesowała ani fonetyka, ani fonologia i pewnie dlatego zaniedbuję te dziedziny na moim blogu. A może jakiś wpis gościnny? ;) Mam nadzieję, że pomysły będę miał tak długo, jak język będzie istniał hehe razem z czytelnikami… ;)

Odpowiedz

helen Marzec 5, 2010 o 21:56

Nie było moim zamiarem twierdzić, że polscy nauczyciele są niepotrzebni (chociaż mam wrażenie, że większość ludzi, którzy akurat uczyli mnie języków obcych w szkole, trafiła tam przez przypadek…), ale nawet godzina konwersacji z native speakerem tygodniowo to nie byłby czas stracony. Znam kilka osób, które po szkole chodziły (przez rok tylko!) na prywatne lekcje z native speakerem – na lekcje, które polegały głównie na gadaniu o wszystkim, i o niczym. Te osoby były zawsze o lata świetlne do przodu w stosunku do tych, którzy zaczęli się uczyć języka w tym samym momencie a i często poświęcali nauce więcej czasu. Tylko tyle, że ci ostatni nie mieli możliwości pogadania sobie z Anglikiem czy Amerykaninem…

Pozdrawiam serdecznie! A autorowi blogu życzę niekończących się pomysłów :)

Odpowiedz

Titania Kwiecień 12, 2010 o 16:22

native speakers sa najlepsi do listening-u i speaking-u, polscy nauczyciele do tłumaczenia zasad obcej gramatyki ;) czesto się zdarza ze native speakers, ktorzy przybywaja do Polski nie maja wcale zadnych kwalifikacji filologicznych i ucza kursantów bardziej na zasadzie własnego ” odczucia” , intuicji… a z tym to róznie bywa… niemniej sa bardzo przydatni w oswajaniu sie z dzwiekami jezyka obcego :)

Odpowiedz

Eva Czerwiec 8, 2010 o 08:55

Studiowałam angielski w Polsce, dobrze mi szło, ale gdy wyjechałam do Anglii było dokładnie tak, jak pisze autor artykułu: rozumiałam tylko trochę, bo akcent był strasznie inny, niż ten, do którego przywykłam ;) Podobnie Anglicy – z początku nie zawsze mnie rozumieli, bo oczekiwali własnego akcentu, a ja mówiłam inaczej, niż się spodziewali :D Teraz, po 2 latach codziennych kontaktów z tubylcami, nikt już nie prosi, żebym powtórzyła, co powiedziałam. A i ja dogaduję się z każdym, włącznie z Pakistańczykami okupującymi wszelkie służby telefoniczne, co na początku było horrorem, bo ich akcent jest bardzo inny od angielskiego ;)

Odpowiedz

Danka Sierpień 17, 2010 o 09:27

jesli masz dzieci w wieku przedszkolnym to tylko native a jesli jestes nastolatkiem lub doroslym wazny jest i polski nauczyciel i native. Z tym nativem to polecam tez prawdziwe znajomosci przez internet i wyjazdy, bo nauczycie sie slangu. Co do polskich nauczycieli wiekszosc niestety nie uczy zjawisk fonetycznych ptzerabianych przewaznie na studiach np z hiszp. un barco czytamy jako (um-bar-ko). Jednak trzeba miec podstawy i znac troche mentalnosc danej ludnosci by zrozumiec jezyk. Ja ucze sie niemieckiego tylko z niemcami i czesto brakuje mi konkrego wyjasnienia zjawisk gramatycznych czy slownictwa( nauka od podstaw). Dodatkowo tu mowi sie po szwabsku i choc umiem sie dogadac w sklepie czy zrozumiec jak niemiec mowi do mnie ale jak mowia miedzy soba to juz gorzej. Wiec trzeba sie uczyc dwoch jezykow – tego szkolnego i slangu danego regionu choc majac pozadne podstawy mozna latwiej zrozumiec slang

Odpowiedz

Aga Wrzesień 17, 2010 o 23:38

Ja bardzo lubię zajęcia z native speakerami bo po są po prostu ciekawe – zetknięcie z innymi ludźmi, z inną kulturą. Nie przepadam za nauką gramatyki, wolę osłuchać się, nauczyć się mówić “na czuja” – pod tym względem nauka z native speakerem jest super. Cały czas po angielsku a co najważniejsze … on nas nie rozumie :-) Przy takim “tłumaczeniu o co mi chodzi” człowiek musi się sporo napocić i uczy się jak najlepiej korzystać ze słownictwa które ma. 

Odpowiedz

Malgorzata Marzec 21, 2012 o 20:05

Wydaje mi sie, ze na samym poczatku rodzimy nauczyciel jest wystarczajacy, a nawet wskazany. Problem zaczyna sie, gdy osiagamy poziom pre- lub intermediate. Z taka znajomoscia jezyka mozemy juz sie swobodnie komunikowac, a co za tym idzie rozwijac nasze umiejetnosci, sluchowe przede wszystkim. Wiem jakie to bylo trudne i nadal bywa, gdy przychodzi do rozumienia native speakerow. Co najgorsze, obcowanie np. z Proper British English, co jest praktykowane w polskich szkolach tez nie jest najwlasciwsze, bo ani skladnia czy gramatyka nie sa uzywane w realnym swiecie, a co dopiero mowic o akcencie. Najlepszym rozwiazaniem bylaby nauka z roznymi native speakerami, zeby choc troche poczuc czym jest zywy angielski i z czym przyjdzie nam sie borykac, gdy sie juz za granica znajdziemy. Tak poza tym, nasza umiejetnosc poslugiwania sie jezykiem tylko na poczatku nauki jest zalezna od nauczyciela, reszta juz zalezy od nas. Trzeba sluchac, ogladac i czytac jak najwiecej, innej opcji nie ma. Co do pisania czy mowienia (jesli chodzi o skladnie i gramatyke), przyda sie jednak nauczyciel, ktory nas skoryguje.
Jeszcze pare slow odnosnie akcentu. Kiedys, po tym jak na studiach zetknelam sie i polubilam brytyjski akcent, usilowalam brzmiec jak rodowity Brytyjczyk, co jak wiecie nie ma sensu, bo prawdziwy akcent w przypadku poslugiwania sie wiecej niz jednym jezykiem moga miec tylko bilingwisci. Chocby nie wiem jak idealna imitacja nasz akcent by nie byl to zawsze imitacja. Po obejrzeniu ciekawego filmiku na temat Brytyjczykow, ktorzy wybieraja sie do logopedow by sie pozbyc swojego regionalnego akcentu, utwierdzilam sie w przekonaniu, ze wystarczajace i prawdziwe jest ulagodzenie swojego akcentu by nie brzmial zbyt szorstko i mocno, bo jest zle kojarzony, ale nie jest wskazane by go sie pozbywac calkowicie, bo powoduje, ze na samym wstepie jestesmy poddawani od watpliwosc. Nie warto totalnie odcinac sie od swoich korzeni, ale tez nie jest dobrze robic z tego zle kojarzonego stereotypu.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Popularne
Komentarze
Unleashed English

Witaj na blogu Unleashed English! Skoro tu się znalazłeś, to na pewno interesuje Cię język angielski. Dobrze się składa -- to także moja pasja. Z wykształcenia jestem anglistą oraz językoznawcą. Opisuję tu różne zagadnienia związane z poprawnym posługiwaniem się angielszczyzną. Znajdziesz tu wiele ciekawostek związanych z gramatyką, słownictwem, wymową, a także wiele innych niezwykle przydatnych informacji. Moim celem jest to, abyś wiedział więcej od innych!

Jeśli jest coś, co Cię nurtuje, sprawia Ci kłopot -- napisz do mnie, a postaram się pomóc. Już nie zabieram Ci czasu -- miłej lektury!